3 lata Metafinansów – moje podziękowanie

Zupełnie nie wiem jak to się stało i kiedy minął ten czas, ale to prawda – Metafinanse mają już trzy lata.

Spoglądam w swoje archiwum i jestem autentycznie zaskoczony. Nawet nie zdążyłem się w porę zorientować, że to już – że stuknęły te trzy lata (faktyczna rocznica była już w październiku – muszę sobie to jakoś zakodować w głowie: miesiąc oszczędzania = miesiąc, w którym założyłeś bloga o oszczędzaniu).

Dzisiejszy wpis to jedno wielkie podziękowanie za ten wspólnie spędzony czas. Zapraszam!

Krótka historia Metafinansów w trzech akapitach

Takie rocznice, to dobra okazja, by trochę powspominać (ale nie za długo!). No to jedziemy… Początki nie były łatwe. Dosłownie po kilku dniach od założenia bloga dostałem w pracy wiadomość, że wszystkim tną pensje o 1/5. Powód? – w 2009 mógł być tylko jeden – „bo kryzys”. Znów miałem okazję, by przekonać się, że fundusz awaryjny ratuje życie i pozwala spać spokojnie nawet w takich podbramkowych sytuacjach. Tylko czułem się trochę głupio przed Wami, bo chciałem pisać bloga o oszczędzaniu, a tymczasem musiałem przejadać to, co sam dopiero odłożyłem.

Finansowe trudności z czasem minęły. Okazało się nawet, że były całkiem niezłą inspiracją dla kolejnych wpisów na blogu. To pisanie z czasem przybrało dość nieoczekiwany dla mnie obrót. Dwa lata temu zaczęła się moja współpraca z Kontomierzem, która szczęśliwie trwa do dziś. W międzyczasie pojedyncze artykuły mojego autorstwa pojawiły się w Wyborczej, Equity Magazine i podczas akcji edukacyjnej „Porozmawiajmy o pieniądzach”. Fajna sprawa i duże wyróżnienie dla blogera, który sobie skromnie pisał na blogspocie o własnych pierwszych oszczędnościach (jeszcze skromniejszych).

Tak na to wszystko teraz patrzę i mam wrażenie, że Metafinanse przeszły długą drogę. Zresztą, tak jak i ja – moja sytuacja życiowo-finansowa różni się trochę od tej sprzed 3 lat (i całe szczęście! :) ). Bardzo Ci dziękuję za towarzyszenie mi w tej drodze. Mam nadzieję, że gdy opisywałem swoje błędy finansowe, to ustrzegło Cię to przed własnymi wpadkami . A gdy opisywałem rady i sposoby na oszczędzanie pieniędzy, to liczę, że przynajmniej część z nich okazała się dla Ciebie przydatna.

Koniec historii

W tym roku przeniosłem blog pod adres metafinanse.pl zmieniając przy tym masę rzeczy. Przyznaję, że Metafinanse miały ostatnio poważny kryzys tożsamości. Od przejścia na własną domenę, WordPressa i nowy szablon coś cały czas tu zgrzytało. Ja to czułem, więc Ty – jako Czytelnik – pewnie tym bardziej. Z jednej strony nagłówek mówił o „osobistym podejściu do finansów”, a z drugiej – cały układ bloga dawał znać, że tego osobistego podejścia jest tu jakby mniej niż poprzednio.

Co tu dużo mówić, nie każdy pomysł okazał się dobry.

Ostatnio powoli wprowadzam tu pewne zmiany. I chyba w końcu sprawy zaczynają iść w dobrym kierunku – przynajmniej takie mam wrażenie, np. czytając takie komentarze na fanpage Metafinansów:

Dzięki, Krzysztof!

Co dzieje się teraz? Szukam „złotego środka” w formule bloga. Na jednym krańcu skali są osobiste wpisy o tym, jak (i na czym) udało mi się dziś zaoszczędzić 5 zł i co wpisałem w swój domowy budżet. Na drugim skraju – bezosobowe informacje o nowych ofertach w bankach i bezduszne tabelki z oprocentowaniem lokat.

Dążę do tego, aby Metafinanse były czymś w rodzaju magazynu (blogo-magazynu?) finansowego. Pierwsze efekty już widać.

Dzięki takiej formule możesz tu przeczytać o najnowszych trendach w bankowości (np. NFC w Orange). Czyli takie krótsze, newsowe artykuły , ale przepuszczone przez filtr moich opinii i oczekiwań wobec banków i rozwiązań finansowych.

Metafinanse będą czymś w rodzaju magazynu finansowego

Natomiast od czasu do czasu, pojawiają się tu dłuższe, pogłębione artykuły i analizy. Chociażby moja ostatnia recenzja mBanku. Temat ogarnięty od A do Z (lub bardzo blisko), konkrety, liczby. Wszystkie dane potrzebne do tego, by wyrobić sobie opinię na opisywany temat lub by wprowadzić w życie opisywane oszczędności czy porady.

W ten sposób (kilka newsów i raz na jakiś czas feature) na Metafinansach cały czas coś się dzieje i nie wieje już nudą. Blog jest na bieżąco, Ty jesteś na bieżąco, a jak znajdziesz dłuższą chwilę, to zawsze będziesz mieć pod ręką dłuższy artykuł, „temat numeru”.

Jeżeli jest jeszcze coś, co mogę zmienić na lepsze (nie oszukujmy się, na pewno jest) to proszę napisz o tym w komentarzu.

Show me the money

Blog nadal pozostaje wolny od reklam displayowych. Więcej: zdjąłem nawet podstronę z wnioskami o konta, karty i lokaty. Póki co, jedyną formą „reklamy” na Metafinansach są linki partnerskie, które umieszczam tam, gdzie kontekst jest odpowiedni. Znów przykład recenzji mBanku: opisuję konto w tym banku i skoro wiem, że jest to produkt godny polecenia, to pod artykułem umieszczam link do wniosku.

Jakiś czas temu rozmawialiśmy w komentarzach o umieszczaniu tego typu odnośników we wpisach. Rozumiem Wasze wątpliwości, które może budzić wstawianie linków partnerskich w treść artykułów na blogu. Dlatego też teraz we wpisach te linki są specjalnie oznaczone (box z wyróżniającym się tłem i jasny opis, że link prowadzi do wniosku o opisywany produkt), aby było je łatwo rozpoznać.

No i przede wszystkim nigdy nie będę kierował do produktu, który nie da Ci żadnych korzyści. Nie ma tu wniosków o lokaty oprocentowane poniżej inflacji, kredyty gotówkowe, czy kredyty hipoteczne (a tu prowizje są przecież najwyższe). Co oczywiście nie znaczy, że każdy polecony produkt warto od razu z automatu brać, zakładać i kupować. Nie-e: dzisiejsza oferta banków wygląda tak, że każdej usłudze finansowej trzeba się dokładniej przyjrzeć. Zawsze sprawdź, czy dany produkt będzie dla Ciebie korzystny w Twojej indywidualnej sytuacji finansowej. Jeżeli będziesz przekonany i będziesz chciał złożyć wniosek – to proszę pamiętaj o Metafinansach.

Nigdy nie będę polecał produktu, który nie daje żadnych korzyści

Chodzi mi o to, że tu każdy ma wygrywać: Ty dostajesz rzetelną informacje i możliwość szybkiego złożenia wniosku o dobry produkt finansowy. Ja dostanę pieniądze na rozwój bloga.

No właśnie, blog. To, co się nie zmieniło, to moje podejście do „zarabiania na blogu”. Metafinanse zarabiają na siebie, nie na mnie. Wysyłając wniosek przez program partnerski nie fundujesz mi kawy w Starbucksie. Wszelkie zyski inwestuję w bloga, czyli w pierwszej kolejności opłacam domenę i serwer, a resztę zbieram na materiały i sprzęt, dzięki którym będę mógł nieco uatrakcyjnić treść bloga. Może jeszcze w tym roku będziesz mógł zobaczyć tego efekt (ale na razie – tajemnica!).

Jeżeli więc spytasz mnie ile zarobiłem na tym blogu, to odpowiem wprost: zero złotych. To moje hobby, nie służy mi do zarabiania pieniędzy, tylko do spędzania czasu w fajny/produktywny sposób.

Specjalne podziękowania

Są osoby, które muszę tu wymienić z imienia, z bloga, z pseudonimu. To moje specjalne podziękowanie z pomoc, współpracę i inspirację w ciągu tych całych trzech lat. Dla:

ZP z bloga APP Funds za rady finansowe, które pomogły mi w gorszych czasach i które potem przerodziły się w inspirację do założenia własnego bloga. Piszę to za każdym razem w tego typu podsumowaniach, bo to przecież nadal prawda i tu się nic nie zmieniło.

Kontomierza. Za to, że nadal za darmo pomaga ludziom zarządzać własnym budżetem. I za ich wiarę w sens prowadzenia bloga finansowego przy startupie.

Ostatniego Blog Forum Gdańsk i prezentacji Johna Biggsa. Ten facet tchnął nowe życie w Metafinanse.

Marka z Drogi do Wolności i Filipa z 10 procent rocznie za życzliwe przyjęcie pomysłu na publikację wpisów gościnnych.

Michała z bloga Jak oszczędzać pieniądze, za pokazanie (na własnym przykładzie), że formuła bloga finansowego jeszcze się nie wyczerpała i że cały czas jest miejsce na nowe, ciekawe pisanie w tym temacie. I za konstruktywne rozmowy o prowadzeniu bloga w ogóle.

Dla każdego, kto linkuje i poleca Metafinanse. Każdy link na zaprzyjaźnionym blogu, każdy like i udostępnienie na Facebooku są dla mnie bardzo ważne. Dzięki!

Dla wszystkich (no, może poza spamerami), którzy zostawili komentarz tutaj na blogu lub na stronie Metafinansów na Facebooku. Bardzo lubię komentarze. Z różnych powodów. Czasem to tylko najzwyklejsza radość z tego, że mam dowód, że ktoś żywy to czyta. Innym razem, konkretny komentarz jest dla mnie inspiracją do napisania czegoś nowego – gdy np. ktoś zaproponuje podjęcie specyficznego tematu. Jeszcze innym razem, komentarze zmuszają mnie do cięższej pracy i nauki – zwłaszcza, gdy punktujecie moje błędy :).

Dla Ciebie. Niezależnie, czy jesteś tu od początku, czy dopiero co wyszukałeś Metafinanse w Google. To banał, ale – naprawdę – ten blog bez Czytelników by nie istniał. Gdy zakładałem Metafinanse nawet nie przypuszczałem, że miesięcznie będzie mnie odwiedzać kilka tysięcy osób! Za to cały czas się zastanawiam, czy bardziej mnie to tremuje, czy cieszy (chyba jednak bardziej cieszy!) :).

Bardzo Wam wszystkim dziękuję!

Opublikowano [post_date]. Fot. Sam Ilić.

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu