Co zrobić z 10 000 zł? Odłożyć? Zainwestować? Wydać?

#tylkoNieWydajWszystkiegoOdRazu

W czasach, gdy większość Polaków nie oszczędza regularnie, a jeśli już ma jakieś oszczędności, to niewielkie (przeciętnie 8 tysięcy) — w tym kontekście wolne 10 tysięcy wydaje się być całkiem poważną kwotą.

No to załóżmy, że zmagasz się teraz z tym przyjemnym dylematem – masz wolną dyszkę (lub nadwyżkę finansową w jakiejkolwiek kwocie) i zastanawiasz się co z tym zrobić.

I właśnie – co?

Zacznijmy od tego, co to w ogóle znaczy mieć „wolne” środki.

  • Masz jakieś długi, kredyty konsumpcyjne? No to te 10 tysięcy wcale nie jest takie wolne.
  • Nie masz żadnych oszczędności, nawet żadnego funduszu awaryjnego? No to też nie.

Zanim pomyślisz, co zrobić z jakąś kwotą – czy to dziesięć tysięcy, dwa, dwadzieścia… to najpierw spójrz szerzej na swoją sytuację finansową. Jeżeli masz bałagan w finansach, to koniecznie zajmij się nim w pierwszej kolejności. Zanim jeszcze w ogóle zaczniesz myśleć co zrobić z dodatkowymi środkami.

Jeżeli masz na koncie jakieś długi, nie-do-końca spłaconą kartę kredytową, czy jakieś pożyczki – to te rzeczy powinny* pójść na pierwszy ogień. Z czysto matematycznego punktu widzenia takie postępowanie opłaca się najbardziej. Wszak „zaoszczędzenie” na odsetkach to „zysk” nieporównywalnie większy niż to, co można zarobić dziś na lokatach. Możesz być kilkanaście procent do przodu, w porównaniu do zaledwie kilku. Opłaca się!

No ale w temacie osobistych finansów chłodna matematyka to nie zawsze najlepsza droga. Czasem bardziej istotne jest to, jak czujemy się z naszymi finansowymi wyborami, a nie to ile dokładnie na nich zarobimy lub oszczędzimy. Jak się czujemy i czy daje nam to motywację do dalszego pozytywnego działania. I stąd ta gwiazdka przy „powinny” z akapitu powyżej.

Bo choć spłacanie najwyżej oprocentowanych zobowiązań to najlepszy wybór z czysto matematycznego punktu widzenia, to nie zawsze z psychologicznego i praktycznego.

Czasami nawet będąc zadłużonym, warto w pierwszej kolejności coś zaoszczędzić i odłożyć – tak na wszelki wypadek. Żeby nie zostać bez żadnego zabezpieczenia finansowego w razie nagłej potrzeby. Niespodziewane wydatki mają całkiem spory potencjał wpakować nas w kolejne długi, a to przecież ostatnia rzecz, której chcemy, gdy planujemy wyciągnąć nasze domowe finanse na prostą.

No i tu przydaje się fundusz awaryjny, który warto konsekwentnie budować nawet wtedy, gdy zostały nam jeszcze jakieś raty do spłacenia. Dla świętego spokoju i zabezpieczenia finansowego na te chwile, gdy rzeczy idą nie-tak.

Nie mam długów. Mam fundusz awaryjny, który zabezpiecza mi kolejne kilka miesięcy. No i mam te 10 tysięcy – co teraz?

No i teraz możemy zacząć rozmawiać.

Okej – masz te dziesięć tysięcy i myślisz co dalej. Pewnie rozważasz depozyty bankowe (lokaty, konta oszczędnościowe), może fundusze inwestycyjne, albo już teraz ciągnie Cię w kierunku giełdy.

I w tym momencie jednak wracamy do tej chłodnej matematyki. Bo z jednej strony mamy lokaty na 2-3% w skali roku. A z drugiej giełdę i 6-7%. W najlepszym przypadku 5 punktów procentowych różnicy. I to biorąc pod uwagę, że niesamowicie dobrze trafisz ze swoimi inwestycjami, co – przy założeniu, że pierwszy raz rozważasz co zrobić z takimi pieniędzmi – jest raczej mało prawdopodobne.

5 pp. minus podatek to 4% na czysto w skali roku. Czyli w przypadku 10 000 zł w skali roku mówimy o różnicy rzędu 400 zł między najgorszą lokatą a stosunkowo dobrym wynikiem na giełdzie. A od tego trzeba odliczyć jeszcze prowizje.
No i dodatkowy problem w tym, że w tym roku nawet ETF-y radzą sobie tak sobie. Jak duże jest Twoje przekonanie, że bez doświadczenia uda Ci się wykręcić lepszy wynik niż rynek?

Nie wiem czy gra jest warta świeczki. Chyba, że traktujesz te pierwsze transakcje na giełdzie bardziej jako inwestycję we własną edukację niż cokolwiek innego. Wtedy tak.

Jeżeli jednak zdecydujesz się na inwestycje, niezależnie od tego czy w akcje, fundusze, obligacje, czy ETF-y, pamiętaj o tym, że:

  • Ryzyko jest tym większe, im mniejsze jest Twoje doświadczenie.
  • Inwestuj tylko pieniądze, na których stratę możesz sobie pozwolić. Jeżeli te 10 tysięcy, lub nawet część tej kwoty, będzie Ci niedługo potrzebna, to lepiej odpuść sobie ryzyko związane z grą na rynku.
  • Lepiej rozłożyć ewentualne zakupy w czasie – na kilka tygodni lub nawet miesięcy. W ten sposób unikniesz niebezpieczeństwa, że wszystkie swoje środki zainwestowałeś lub zainwestowałaś na górce.
  • Pamiętaj o dywersyfikacji. Tak jak nie warto kupować wszystkiego w jednym momencie, tak też nie warto inwestować wszystkiego w jeden walor. 10 tysięcy złotych to już taka kwota, którą można sensownie zdywersyfikować.
  • Pasywna strategia typu buy and hold to mit. Jeżeli decydujesz się na grę na giełdzie czy nawet na fundusze, to jednocześnie decydujesz się na to, by regularnie doglądać swoich inwestycji.
  • Wolne środki mają to do siebie, że parzą w ręce i kuszą, by jak najszybciej coś z nimi zrobić. Bez pośpiechu — tu wskazana jest cierpliwość.

Oszczędzanie i pomnażanie kapitału to jedna droga. Ale nie samymi bankami i giełdą człowiek żyje. Jest jeszcze druga możliwość, czyli zwiększanie własnych dochodów. Z dziesięcioma tysiącami w kieszeni możesz się zastanowić czy te pieniądze mogą Cię przybliżyć do celu jakim są większe zarobki. Możliwości jest co najmniej kilka — na pierwszą myśl przychodzą mi na przykład:

  • Kursy doszkalające. Wybrane mądrze, mogą zwiększyć Twoje szanse na rynku pracy lub dać Ci dodatkowy argument przy rozmowach o podwyżce. Jeżeli zainwestujesz 2000 zł w kurs, który przełoży się na zwiększenie twoich miesięcznych dochodów o 250 zł, to w skali roku wyjdziesz na tym dużo lepiej niż inwestując 10 000 zł na giełdzie i zarabiając tam te 6-7%.
  • A może inwestycja we własne hobby — tak aby uczynić z niego coś, co może zacząć przynosić dochody?
  • Lub spróbowanie biznesu na małą skalę. Marcin proponuje na przykład kupowanie odzieży używanej i sprzedawanie jej potem na Allegro. Pomysł dobry jak każdy inny.

W tytule jest dziesięć tysięcy, ale tak naprawdę powyższe dotyczy każdej mniej-lub-bardziej spodziewanej nadwyżki finansowej. Zawsze warto się zastanowić, jak te pieniądze najlepiej spożytkować.

  • Odłożyć? Jeżeli nie mamy innego pomysłu, to lepiej zaoszczędzić te pieniądze niż zwyczajnie je roztrwonić. Warto rozejrzeć się za najlepszymi ofertami depozytowymi, ale też z tą świadomością, że im mniejsza kwota tym % zysku ma mniejsze znaczenie.
  • Zainwestować? Tak, ale ze wszystkimi zastrzeżeniami powyżej. I niekoniecznie od razu na giełdzie — inwestować można też we własne kwalifikacje czy biznes.
  • Wydać? Tak! — część czemu nie — trzeba się też w końcu nagrodzić za to, że w ogóle taką nadwyżkę wygenerowaliśmy. Wszak po coś te pieniądze zarabiamy. Ale jak wydawać, to na pewno nie całość i tylko w rozsądny sposób.
Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu