Czy uberyzacja gospodarki to dobry kierunek?

– Przepisy o przewozie osób są anachroniczne – ocenia Oskar Możdżyń, założyciel strony AutoPrawo.pl. – Trzeba zmienić prawo.

Paradoksalnie chcą tego zarówno Uber, jak i taksówkarze. Uber, by nie zarzucano mu, że „działa w szarej strefie”. Taksówkarze, by „firmy działające w szarej strefie” nie odbierały im klientów i dochodów. To dlatego pikietowali wczoraj przed Sejmem, domagając się podpisania korzystnej dla siebie ustawy: wprowadzenia wymogu licencji taksówkarskiej oraz instytucji pośrednika biorącego odpowiedzialność za to, komu zleca usługę (Uber jej nie ponosi, bo jest dla kierowców tylko pośrednikiem).

Narażając się klientom, chcieli zwrócić uwagę polityków. To dowód determinacji. Ale też znak nowych czasów. Uberyzacji gospodarki czy też gospodarki na żądanie będącej pokłosiem kryzysu: dzięki technice niemal każdy może świadczyć coraz szerszą paletę usług. Bez biura i bez szefa. Kiedy i jak chce.

Nie będę ukrywał, że nie lubię Ubera. Nie podoba mi się unikanie odpowiedzialności przez tę korporację, ani kreatywna księgowość i unikanie podatków. Nie chcę też, by „niemal każdy mógł świadczyć usługi kiedy i jak chce”, bez żadnego nadzoru. Pewne obszary życia i gospodarki potrzebują państwowej kontroli, by wolny rynek w pogoni za zyskiem nie wyrządził tam zbyt wiele szkód.

To co się dzieje, gdy korporacje unikają kontroli – czy „legalnie” omijając prawo czy wprost oszukując – doskonale ilustruje przykład Volkswagena i oszustw przy testach na szkodliwe emisje.

Jednocześnie muszę przyznać, że Uber jest niesamowicie wygodny. Wiem kiedy spodziewać się kierowcy, na koniec kursu nie muszę szukać drobnych, a rachunek i zapis trasy dostanę późnej na maila. Niedostosowane do nowoczesnych realiów prawo to jedno, ale firmy taksówkarskie powinny też przemyśleć, czy ich model świadczenia usług również nie jest przestarzały.

Źródło: „Uberyzacja gospodarki”, Artur Włodarski, Wyborcza.biz

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu