Dlaczego ludzie chcą inwestować małe kwoty?

Inwestowanie małych kwot

Przejdźmy od razu do rzeczy. Inwestowanie małych kwot na giełdzie nie ma sensu. Wyjątkiem jest sytuacja, w której – bardziej niż na zyskach – zależy Ci na nauce i doświadczeniu.

Przeglądając listę zapytań Google widzę, że to dość popularny problem – mam niewielkie oszczędności – co mogę z nimi zrobić?.

Świadczą o tym chociażby takie zapytania:

jak grać na giełdzie mając 100 zł

jak zainwestować 1 zł i zrobić biznes

w co można zainwestować 3 zł (tu i w poprzednim ktoś chyba zgubił „tys.”, mam nadzieję)

jak zainwestować 50 zł?

jaką najmniejszą kwotę można zainwestować na giełdzie?

… i ich wszelkie mutacje. Trochę tego jest.

Zaskakuje mnie, że dla kogoś, kto odłożył te kilkaset złotych, pierwszym domyślnym kierunkiem jest giełda.

Wyprowadź mnie z błędu, jeżeli się mylę, ale osoba, która wpisuje w Google „jak zainwestować 500 zł na GPW” to nie jest ktoś, kto zapewnił już sobie bezpieczeństwo finansowe, ma fundusz awaryjny na nieprzewidziane wydatki, jest spokojny o wysokość swojej emerytury, ma odłożone środki na przyszłe większe wydatki… a te 500 zł to nadwyżka ponad to.

To raczej ktoś, komu te kilka stów zostało z rocznej premii lub dostał w nowym roku podwyżkę i będzie miał co miesiąc dodatkowe kilkaset złotych luzu w domowym budżecie. Słowem: ktoś, dla kogo są to najprawdopodobniej pierwsze oszczędności. I nie ma na nie pomysłu.

To znaczy ma, ale niestety najczęściej tym pomysłem jest giełda. „Bo tam zarabia się więcej niż na lokacie”, „bo tam szybko pomnożę swoje oszczędności”, „bo znajomy zarabia na giełdzie, więc ja też mogę”.

GPW to ogólnie słabe miejsce dla pierwszych oszczędności.

Chyba, że masz zamiar nauczyć się giełdy, zobaczyć o co w tym całym „parkiecie” chodzi i sprawdzić jak sobie radzisz z inwestowaniem prawdziwych pieniędzy (w odróżnieniu od rachunków demo). Wtedy te kilkaset złotych będzie zainwestowanych bardziej w edukację niż w papiery wartościowe, ale to akurat jedna z lepszych inwestycji.

Ale jeżeli ktoś nastawia się na nie-wiadomo-jakie zyski z tych 300 zł, no to przykro mi, ale nie.

Pierwsze kilkaset złotych oszczędności – a nawet pierwsze kilka tysięcy! – powinno służyć budowie funduszu awaryjnego i zabezpieczenia finansowego na wypadek nieprzewidzianych wydatków. Bezpieczeństwo finansowe jest dużo więcej warte niż niepokój o wartość własnych inwestycji na giełdzie.

Dlatego dla niewielkich kwot (kilkaset złotych) najlepszym miejscem są konta oszczędnościowe. Dla trochę większych pieniędzy (kilka tysięcy złotych) – lokaty. Oprocentowanie nie powala, ale na tym etapie stopa zwrotu ma najmniejsze znaczenie. Niech pokryje inflację i będzie dobrze.

Najważniejsze jest regularne generowanie „górek” i dokładanie kolejnych złotówek do istniejących oszczędności. I trzymanie się w miarę z daleka od tego, co się odłożyło.

A z osób, które chwalą się zyskiem 10% w miesiąc (bo z 500 zł zrobiły 550 zł), możemy się wspólnie pośmiać.

Opublikowano [post_date]. Fot. teresia.

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu