A ja lubię płacić podatki!

Bardzo nietypowe stwierdzenie jak na blog finansowy. Ale to prawda.

Utarło się, że podatki to coś złego – coś, czego najlepiej unikać. Myślą tak firmy i wielkie korporacje. I niestety coraz częściej zaczynają myśleć tak też średni i mniejsi przedsiębiorcy. A nawet osoby prywatne – gdy patrzą na swój miesięczny pasek pensji czy rocznego PIT-a i widzą skalę państwowych obciążeń.

Jak więc ktoś może nie mieć nic przeciwko obowiązkowi płacenia podatków?

Martwi mnie taki sposób myślenia, gdzie unikanie podatków przedstawiane jest jako coś dobrego, jako skuteczny sposób na oszczędzanie; a płacenie ich w najlepszym przypadku ocenia się jako marnotrawstwo i przegapianie „okazji”, a w najgorszym – frajerstwo.

Niezręcznie się czuję, gdy spotykam się z takim tonem na innych blogach finansowych.

Jak wielkie korporacje nas kantują

Co gorsze, zaczyna mi się wydawać, że taka postawa robi się coraz bardziej powszechna. Począwszy od osób prowadzących jednoosobową działalność i rozważających przeniesienie się z podatkami za granicę, aż po globalne firmy stosujące wyrafinowane sztuczki księgowe.

Czy wiesz, że w Stanach Zjednoczonych wielkie korporacje nie tylko nie płacą podatków, ale dostają jeszcze zwroty podatkowe z IRS? Efektywnie mają ujemną stopę opodatkowania! I to mimo zysków liczonych w dziesiątkach miliardów dolarów! Czy to jest uczciwe? Czy na pewno chcemy takiego modelu u siebie?

Niestety, idziemy w podobnym kierunku.

Wielkie firmy wprowadzają się do Polski, działają na terenie naszego kraju, ale nie zamierzają odprowadzać tu podatków. Ostatni przykład to Uber. Uber umywa ręce właściwie od wszystkiego – od odpowiedzialności za swoich kierowców i od odpowiedzialności podatkowej – nie dokładają się ze swoimi podatkami do rozwoju infrastruktury, z której tak intensywnie korzystają. To korporacja, która nie chcę być przed nikim odpowiedzialna, a na krytykę odpowiada groźbami i czarnym PR.

Tymczasem część osób temu przyklaskuje – o, fajny znaleźli sposób na biznes! Jak to fajnie i nowocześnie, że dziś można prowadzić korporację taksówkową nie mając żadnych samochodów! Dla niektórych nie wygląda to jak nieuczciwość, tylko jak świetny pomysł na omijanie „barier dla przedsiębiorstw” i dowód kreatywności twórców tego rozwiązania.

Organizacje zrzeszające przedsiębiorców i biznesmenów próbują budować narrację według której to rząd okrada obywateli zmuszając ich do płacenia podatków. Tymczasem prawdziwe oszustwo ma miejsce wtedy, gdy firmy unikają płacenia podatków uciekając się do sztuczek księgowych lub przenosząc się za granicę.

Ale może nie wszystko stracone? Powoli coś się jednak zaczyna w tym myśleniu zmieniać. Kombinacje podatkowe, na szczęście, nie zawsze są mile widziane. Pokazuje to choćby przykład LPP, korporacji która po bojkocie klientów zadecydowała, że z powrotem przeniesie prawa majątkowe do swoich marek z Cypru do Polski. Dzięki temu więcej pieniędzy zostanie u nas. To zdecydowane zwycięstwo świadomych konsumentów i obywateli!

Promowanie śmieciówek jako „uczciwych umów”

Unikanie podatków i unikanie odpowiedzialności nie ogranicza się tylko do świata wielkich korporacji. To coś, z czym spotykamy się na co dzień. Postawę unikania podatków i braku elementarnej solidarności społecznej widać bardzo jaskrawo u pracodawców.

Pracujesz na śmieciówce? Nawet jeżeli nie, to na pewno znasz kogoś, kto robi normalny etat, z tą tylko różnicą, że pracodawca zatrudnił ją lub jego na umowę cywilnoprawną.

Umowy śmieciowe to coraz szerszy problem społeczny – problem, z którego długoterminowych konsekwencji być może jeszcze nie zdajemy sobie sprawy. Na takich umowach pracuje aż 1,5 mln Polaków i przez to nie odkładają składek emerytalnych. To musi mieć jednoznacznie negatywny efekt na nasz system emerytalny, który – umówmy się – już teraz jest w złej sytuacji.

Widać już za to krótkoterminowe skutki – brak bezpieczeństwa zatrudnienia, nieozusowione umowy i ponad milion ludzi w jeszcze bardziej nierównej relacji ze swoimi pracodawcami. Powoli pozbawia się nas praw i przywilejów po to, aby korporacje mogły notować jeszcze większe zyski ku chwale swoich akcjonariuszy i prezesów.

Firmy próbują argumentować i obracać to na korzyść pracowników – przecież skoro pensja nie jest obciążona tyloma składkami, to pracownik dostaje więcej na rękę.  Więc o co chodzi?

Chodzi o to, że to iluzja. Mówiąc delikatnie. Mówiąc bardziej dosadnie – kłamstwo i bezczelność.

Wystarczy zdać sobie sprawę, że w przypadku utraty pracy, która przy takiej umowie może nastąpić niemal z dnia na dzień, taki pracownik zostaje praktycznie z niczym. Wystarczy wyobrazić sobie, gdzie wyląduje taka umowa śmieciowa w momencie, gdy kobieta pracująca na jej podstawie zajdzie w ciążę. Wystarczy pomyśleć, że nie odkładając składek emerytalnych nie dokładamy się w żaden sposób do emerytur naszych dziadków i rodziców.

A mimo to nadal wmawia się nam, że taka „elastyczność” zatrudnienia i mniejsze obciążenia podatkowe to nasz „przywilej” i „korzyść”. Głównym beneficjentem takiej elastyczności jest jednak przede wszystkim przedsiębiorca.

Błędne koło

Do czego prowadzi takie unikanie podatków i składek? Do tego, że państwo gorzej działa. I tworzy się takie typowe błędne koło – nie jesteśmy usatysfakcjonowani z jakości usług, które od państwa otrzymujemy, więc tym bardziej uzasadniamy sobie omijanie systemu podatkowego – w taki czy inny sposób. Po co mam płacić na coś, co nie działa?

Tylko z jakich pieniędzy finansować lepszą jakość państwa, skoro każdy tylko patrzy i szuka sposobów na to, by jak najmniej do tej wspólnej kasy dołożyć? A jednocześnie ta sama osoba potrafi się dziwić, że coś w tym państwie nie działa, że nie ma na emerytury, nie ma na remont drogi, nie ma na to czy tamto…

Żeby mówić „płacę i wymagam” trzeba najpierw zapłacić

Sam płacę podatki w miejscu zamieszkania, a zatrudniony wolę być na umowę o pracę, a nie na umowy cywilnoprawne czy wymuszone samozatrudnienie.

Być może dostaję w ten sposób mniej na rękę, ale zyskuję cenne dla mnie poczucie bezpieczeństwa i drobną satysfakcję z tego, że moje pieniądze idą na rozwój mojej okolicy i kraju.

Mieszkam w Sopocie i to wprost niesamowite jak to miasto (i w zasadzie całe Trójmiasto) się zmieniło w ostatnich latach. O ile wygodniej tu się żyje, jak jest czyściej, nowocześniej i ile dodatkowych atrakcji i opcji spędzania wolnego czasu przybyło. Przynajmniej część z tych rzeczy była finansowana z podatków. Lubię myśleć, że w tym i z moich.

Nie uciekam z podatkami za granicę. Po co mam fundować emerytury Brytyjczykom, zamiast własnym rodzicom? Po co mam dokładać się do budowy szkół tam, skoro być może za jakiś czas moje dzieci będą korzystały z publicznego systemu edukacji tu, w Polsce? Po co mam dokładać się do rozwoju dróg za granicą, skoro swoim samochodem i rowerem jeżdżę po polskich drogach?

Chcę by te wszystkie rzeczy były jak najlepsze tutaj. Nie tam. I płacę podatki w nadziei, że tak będzie.

I oczywiście, że mnie wkurza, że ten system jest nieefektywny. Że pieniądze nie zawsze trafiają tam, gdzie trzeba i niekoniecznie do najbardziej potrzebujących. Że wiele rzeczy zależy od widzimisię krótkowzrocznych polityków. Że środki unijne są marnowane na betonowanie kraju, zamiast na jego rozwój i innowacyjność. Że są kolejki do lekarzy i do przedszkoli. Że państwowe emerytury w przyszłości najprawdopodobniej będą bardzo niskie.

Wiele rzeczy w systemie podatkowym mi przeszkadza. Wiele usług i świadczeń publicznych mogłoby być realizowanych lepiej i efektywniej. Ale czy rozwiązaniem tych problemów jest unikanie podatków? Czy jak przeznaczymy na nie mniej pieniędzy, to sytuacja się poprawi?

No nie.

“I like to pay taxes. With them, I buy civilization.”

Oliver Wendell Holmes Jr.

Znajdę tu kogoś, kto ma podobne zdanie? :) A może masz zupełnie inny pogląd? Zapraszam do dyskusji!

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu