Niecierpliwość nie popłaca, czyli jak „straciłem” pieniądze na promocjach Audioteki

jak-stracilem-na-promocjach-audioteki

To jest wpis typu  „nie powtarzajcie moich błędów, a dobrze na tym wyjdziecie”.

Czyli jest to tekst o tym, co robić, by zaoszczędzić jak najwięcej na zakupach. I czego nie robić. I jest też o tym, w jaki sposób przeróżne promocje wyłączają zdrowy rozsądek (i kalkulatory). I tak właściwe, to dotyczy zakupów i promocji w ogóle, nie tylko audiobooków.

To też tekst o książkach, więc jeżeli lubicie książki, to tym bardziej zapraszam.

Kilka słów wyjaśnienia na początek :). Ten wpis może się wydać Wam – zależnie od Waszego nastroju i nastawienia – wpisem sponsorowanym przez Audiotekę, bądź też typowym hejtem na ten serwis.

Od razu zapewniam, że ani jedno ani drugie. Ani Audioteka nie zapłaciła mi za ten tekst (w pieniądzach czy w audiobookach), ani wydawcy książek papierowych nie przekupili mnie, bym nieprzychylnie pisał o książkach audio :).

To, co opisałem poniżej, to moje osobiste opinie i doświadczenia.

Rok powoli się już kończy, a to zawsze jest dobry czas na podsumowania. U mnie jednym z elementów takiego rocznego bilansu (po części już wykonanego), było wszelkie uczestnictwo w kulturze, w tym liczba przeczytanych książek. To dla mnie ważna wartość.

Wytężyłem pamięć i ze zdziwieniem odkryłem, że w 2013 roku mogę nawet zaniżać polskie statystyki, zamiast je zawyżać! Dramat. Wymówki mam oczywiście typowe: za mało czasu, za dużo pracy, za dużo innych rzeczy rozpraszających uwagę, itd. No ale może jeszcze nie jest za późno, może da się coś jeszcze z tym zrobić?

Od jakiegoś czasu skłaniałem się ku audiobookom, jako rozwiązaniu tego problemu. Można ich słuchać „przy okazji”, trochę w tle: na przykład podczas podróży, czy w czasie biegania. To są „okazje”, które zdarzają mi się stosunkowo często; wystarczyłoby tylko przestawić odtwarzacz z muzyki na mp3 z książką.

Nosiłem się z tym pomysłem kilka miesięcy, ale dopiero wynik owego rocznego podsumowania pchnął mnie do działania. 15 listopada kupiłem w Audiotece swój pierwszy audiobook – opowiadanie Philipa K. Dicka „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” (utwór znany szerzej jako „Blade Runner”). Po pełnej cenie, czyli 49,90 zł. To jedna z najdroższych pozycji w tym serwisie. Przebija ją chyba tylko trzytomowa seria „Władcy Pierścieni” za trochę ponad 70 zł.

Opowiadanie PKD znam z wersji tradycyjnej-papierowej, a film widziałem kilka razy, w najróżniejszych wariantach. To klasyka fantastyki naukowej, mojego ulubionego gatunku. Teraz do kompletu będę miał wersję audio.

Celowo wybrałem tzw. „superprodukcję” – utwór z pełną obsadą aktorów, podkładem muzycznym i efektami dźwiękowymi („atmosferami”). Chciałem, aby mój pierwszy kontakt z nowym medium przebiegł jak najlepiej.

I tak było. Sześć godzin i czterdzieści-parę minut odsłuchu później byłem już przekonany, że chcę więcej.

I w tym momencie zaczynają się moje straty finansowe

wp_ss_20131115_0001Ale moje intencje były jak najlepsze!

Miałem już namierzone trzy kolejne konkretne tytuły, więc zacząłem przeglądać serwis w poszukiwaniu różnych okazji i promocji. Często jest tak, że sklepy internetowe oferują niższe ceny na przykład za większe zakupy (lub przyszłe zobowiązanie do kolejnych zakupów). Albo dają jednorazowy bon o wartości kilkudziesięciu złotych na kolejne zakupy w zamian za zapisanie się na newsletter.

Jest kilka możliwości. W Audiotece trafiłem na coś, co nazywa się „karnet”. Płacisz z góry np. 150 zł i w tej cenie możesz sobie wybrać 5 dowolnych audiobooków. Niekoniecznie musisz dokonać wszystkich pięciu zakupów teraz – karnet ważny jest przez rok. Czyli teoretycznie za 150 zł możesz sobie wybrać 5 najdroższych audiobooków (~50 zł) i będziesz 100 zł do przodu.

I tak sobie właśnie pomyślałem: będę 100 zł do przodu. Ostatecznie okazało się, że byłem 100 zł do tyłu.

Bo tuż po tym, jak kupiłem karnet i wybrałem najbardziej mnie interesujące pozycje, to w Audiotece zaczęły się promocje.

Najpierw był weekend z tanimi bestsellerami. Każdy z nich można było mieć za 9,99 zł, o ile zakupu dokonało się przez aplikację mobilną. Czyli te książki, które dwa dni wcześniej kupiłem w ramach karnetu – każda po przeliczeniu po ok. 30 zł (150 zł / 5 książek = 30 zł), były teraz do kupienia za dyszkę.

Kilka dni później kolejna promocja – 5. urodziny serwisu. I tym razem każda książka z katalogu była do kupienia za około 10 zł (po wpisaniu kodu promocyjnego i z 5% zniżki za płatność przez PayPal).

Trochę mnie to zirytowało. Dosłownie tydzień wcześniej kupiłem książki za łącznie 140 zł, a teraz te same pozycje mógłbym mieć w sumie za 40 zł. Stówa w plecy.

Dużo, niedużo? Trochę boli, zwłaszcza gdy prowadzi się blog o oszczędzaniu :).

Nie odrobiłem pracy domowej. Zawaliłem z dwoma rzeczami:

  1. Mogłem przynajmniej poczekać do Black Friday, przecież wtedy różne sklepy oferują zniżki. No i promocje Audioteki wpisywały się jakoś właśnie w ten czas. Ze Steamem się już nauczyłem, by kupować tylko na jesiennych i świątecznych wyprzedażach. Z Audioteką wtedy jeszcze nie miałem podobnego nawyku.
  2. Kupiłem trzy najciekawsze książki od razu, wszystkie przy jednym zamówieniu. Kupię za jednym zamachem i będę miał z głowy – myślałem. A gdybym poczekał i kupował po kolei: zakup – odsłuch – kolejny zakup, to miałbym okazję skorzystać z promocji.

wp_ss_20131203_0001Ale z samych zniżek też skorzystałem. I to jak!

Biorąc pod uwagę moje wszystkie zakupy w Audiotece, to kupiłem w sumie 10 książek. Gdybym miał je wszystkie nabyć po cenie podstawowej, to musiałbym wydać 420 zł z groszami. Gdybym na maksa wykorzystał wszystkie promocje, to miałbym je za 105 zł. Ostatecznie kupiłem je za 205 zł.

Czyli z jednej strony stówa do tyłu, z drugiej strony dwie do przodu.

W sumie, nie tak źle.

Nooo… nie do końca. Bo na tych promocjach, jak to na promocjach, kupiłem rzeczy nie do końca potrzebne. A w tym konkretnym przypadku: nie do końca w moim guście.

Jak działają promocje?

Podczas promocyjnych zakupów kierowały mną najgorsze możliwe motywy:

  • wezmę, bo ta książka zazwyczaj jest droga, a dziś mogę mieć ją wyjątkowo tanio
  • będzie na później (co z tego, że mam już w bibliotece kilkadziesiąt godzin audiobooków do odsłuchania)
  • kupię, bo i tak nie odczuję tych wydanych 10 zł (co z tego, że nie podobała mi się wcześniejsza część tej serii)
  • kupię, bo to „superprodukcja”, więc pewnie musi być dobra (co z tego, że nie lubię kryminałów)
  • kupię, bo jest tanio, a przecież muszę się jakoś odkuć po „stracie” tych 100 zł (co z tego, że przekroczyłem już  budżet na przyjemności w tym miesiącu)

I w taki sposób utknąłem z „Metro 2034” Glukhovskiego. Już pierwsza część mi się nie podobała („Metro 2033”) i uważałem ją za bardzo marne podejście do ulubionego przeze mnie tematu, czyli post-apokaliptycznego sci-fi (od dzieciństwa jestem fanem „Fallouta”). Druga jest jeszcze słabsza. A tu dodatkowo dochodzi jeszcze lektor ze strasznie utrudniającą odbiór, charakterystyczną manierą.

Takim samym sposobem stałem się posiadaczem książki „Karaluchy” Jo Nesbo. A niespecjalnie lubię kryminały.

Z drugiej strony, tylko i wyłącznie dzięki obniżeniu ceny zdecydowałem się na „Niezwyciężonego” Stanisława Lema. To był strzał w dziesiątkę. I to dosłownie, bo audiobook jest 10/10. Świetna, wciągająca historia, hard sci-fi w najlepszej postaci. No i sama realizacja produkcji – naprawdę rewelacja. W tym akurat przypadku reklamy i zapowiedzi nie kłamały: audiobook naprawdę wręcz zanurza słuchacza w świat przedstawiony. Niby książka, a czuć jakby oglądało się film. I to jaki!

W każdym razie, cokolwiek by nie mówić o tych promocjach i ich zgubnym wpływie na stan mojego konta, 10 zł za topowe audiobooki to świetna oferta.

Podsumowując – co Wy możecie zrobić, by maksymalnie wykorzystać wszystkie promocje przy zakupach przez internet (i to nie tylko jeżeli chodzi o audiobooki, ale w ogóle)?

      1. wp_ss_20131203_0002Odróbcie pracę domową. Sprawdźcie, czy nie zbliżają się jakieś typowe wyprzedażowe terminy. Black Friday, Cyber Monday, Dzień Darmowej Dostawy, wyprzedaże jesienne i świąteczne (Steam), wyprzedaże poświąteczne, itp.
      2. Odróbcie jeszcze kolejną pracę domową i przeszukajcie serwis w poszukiwaniu zniżek, niekoniecznie związanymi z konkretnymi terminami. Darmowa dostawa od określonej kwoty – może warto połączyć zamówienia ze znajomymi? Bon zakupowy w zamian za zapisanie się na newsletter – czemu nie, zawsze można się wypisać. I tym podobne, możliwości jest wiele.
      3. Nie bądźcie niecierpliwi. Nie kupujcie wszystkiego za jednym zamachem, jeżeli nie musicie, jeżeli nie ma z tego żadnych dodatkowych korzyści (np. wszystkich sezonów ulubionego serialu na DVD, każdy w pełnej cenie lub właśnie wszystkich ciekawych audiobooków na raz). Dajcie sobie czas i być może poczekajcie do jakiegoś kolejnego wyprzedażowego terminu. Np. teraz, gdy zbliża się zima, jest najlepszy moment na kupno roweru (pozornie(!) nierowerowa pora roku + wyprzedaż ostatnich sztuk sezonu 2013).
      4. Nie kupujcie niepotrzebnych rzeczy tylko dlatego, że są tańsze niż zazwyczaj. Nawet zakupy po obniżonej cenie warto przemyśleć.
      5. Nie róbcie zakupów w emocjach. Ja, przez te wszystkie wyprzedaże, dałem się wrobić w myślenie „no to teraz się na nich odegram za to jak mnie wystawili z tymi promocjami I KUPIĘ JESZCZE WIĘCEJ!” ;)

PS. Jeżeli lubicie science-fiction i chcecie spróbować nowego medium, jakim jest audiobook (albo już jesteście do niego przekonani), to zdecydowanie polecam te dwie produkcje: „Niezwyciężonego” Lema i „Blade Runnera” Dicka. Klasyka gatunku + świetna realizacja.

Teraz są w pełnych cenach, ale może za jakiś czas znów trafi się jakaś promocja :).

Opublikowano [post_date]. Fot. Simon Cocks.

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu