Polemika „na żywo” z Finansowym Ninja – rozdziały pierwszy i drugi

Wprawdzie przeczytałem dopiero dwa rozdziały, ale Finansowego Ninja mogę polecić w ciemno. Ba — sam kupiłem książkę w ciemno jeszcze w przedsprzedaży. Natomiast mimo zaufania jakim darzę Michała, mimo wielotysięcznej rzeszy czytelników jaką zgromadził, nie wszystkie proponowane przez niego sposoby zarządzania domowym budżetem należy bezkrytycznie przyjmować.

Zresztą autor mówi to już na samym początku — i to jest bardzo ważne zastrzeżenie:

(…) nie jestem doradcą finansowym, ani tym bardziej inwestycyjnym. To Ty jesteś jedyną osoba odpowiedzialną za własne decyzje finansowe. (s. 13)

I dlatego do Finansowego Ninja, jak i do wszystkich innych książek o finansach, czy blogów finansowych (w tym i do Metafinansów) najlepiej podchodzić jak do szwedzkiego stołu. Wybieraj to, co Ci najbardziej odpowiada. To, co ma największe szanse sprawdzić się u Ciebie. Bo fakt, że coś zadziałało u autora książki czy wpisu nie gwarantuje, że zadziała w Twoich warunkach (które przecież mogą być szczególne na każdy możliwy sposób).

Dlatego zamiast recenzji i kolejnej laurki (bo taką musiałbym wystawić — jak dotychczas książka bardzo mi się podoba!), postanowiłem wyciągnąć na wierzch to, na co patrzę inaczej niż Michał. Nie jest tych rzeczy wiele — ale właśnie o to chodzi. Gdybym miał przytaczać fragmenty, w których się zgadzamy, to musiałbym przepisywać tu większość książki.

Jestem dopiero w trakcie czytania Finansowego Ninja. Kolejne artykuły, odwołujące się do kwestii poruszanych w dalszych rozdziałach, będą pojawiać się na Metafinansach w kolejnych tygodniach.

IMG_6856

Survivorship bias, czyli dlaczego nie warto kierować się biografiami ludzi, którym się powiodło

Warto więc sięgać po życiorysy znanych osób, sportowców oraz przedsiębiorców z udokumentowanymi wynikami. Poznasz w ten sposób nie tylko rezultaty działań, ale także kryteria decyzyjne, priorytety życiowe, sposoby i scenariusze działania. Poznasz czynniki, które pomogły tym osobom osiągnąć sukces (…) (s. 40)

Czy zapoznawanie się z historiami tych, którzy odnieśli sukces, przybliży Ciebie samego lub samą do sukcesu? Nie. Ani trochę. Niekoniecznie. Ma szansę za to spowodować, że ulegniesz bardzo przebiegłemu błędowi poznawczemu — survivorship bias.

Rzecz w tym, że gdy tracimy z pola widzenia tych, którym się nie udało, nie mamy wówczas szansy dostrzec co odróżnia ich od tych, którzy sukces odnieśli.

Jak dokładnie działa to zniekształcenie poznawcze? Za stroną You Are Not So Smart przytoczę historię z II Wojny Światowej (po obszerniejszy opis zachęcam do odwiedzenia źródła! — zdecydowanie polecam, bo David McRaney opisuje to znacznie barwniej niż ja).

Wyobraź sobie zatem załogę bombowca i to w jakich warunkach musiała ona działać. Misje nad terenem wroga, wśród ostrzału dział przeciwlotniczych i ze strachem, że na ogonie za chwile pojawi się wrogi myśliwiec.

Ogromne ryzyko. Szanse na dotarcie cało do domu były jak rzut monetą.

Amerykańskie dowództwo sił powietrznych chciało coś z tym zrobić i znaleźć sposób by zwiększyć szanse załogi na szczęśliwe zakończenie misji. Więc zaczęli przyglądać się tym, którzy przeżyli. Analizowali bombowce, które wróciły do bazy — sprawdzali poszycie, w szczególności skupiając się na śladach po kulach. Wśród trafionych samolotów najwięcej uszkodzeń odkrywali przy skrzydłach, ogonie i środkowej części kadłuba.

Wniosek był prosty: to tam samoloty są najczęściej trafiane i to właśnie te elementy potrzebują dodatkowego pancerza. Dzięki temu szanse załogi istotnie wzrosną.

Tyle, że był to wniosek jak najbardziej mylny! Właśnie dlatego, że zignorowano fakt, że patrzymy wyłącznie na zwycięzców. Wyłącznie na tych, którzy przeżyli.

Bo co tak naprawdę odkryła analiza śladów po kulach na kadłubach samolotów, które szczęśliwie wróciły do bazy? To, że mimo trafień w te miejsca samolot dał radę dowieźć swoją załogę do domu. Te miejsca, w których najczęściej natykano się na uszkodzenia, były w istocie najsilniejsze i najmniej potrzebowały wzmocnienia. Do zestrzeleń prowadziły trafienia w inne elementy kadłuba. I to tam należało zastosować dodatkowy pancerz.

Intuicyjny pierwszy wniosek okazał się tu tym najdalszym od prawdy.

I podobny błąd można popełnić wczytując się w biografie Steve’a Jobsa czy Billa Gatesa (i im podobnych). Tak naprawdę to nie wiemy, co ich odróżnia od rzeszy tych, którym się nie udało. Nie mamy wszystkich danych. Równie dobrze, ktoś inny mógł robić to samo, co oni, ale poległ w miejscu, o którym nie przeczytamy w biografiach Jobsa czy Gatesa.

By mieć pełny obraz potrzebujemy nie tylko przyczyn sukcesu, ale także powodów porażek. A te mogą leżeć daleko poza czyjąś kontrolą. Może zadecydował wyłącznie przypadek?

Nie daj się zwieść, że wszystko zależy od Ciebie

Finansowy ninja wie, że to on jest główną przyczyną swojej sytuacji finansowej i jedyną osobą odpowiadającą za jej poprawianie. (s. 46)

To nie do końca prawda. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy wokół nas. Choćby teraz — beneficjenci programu Rodzina 500+ — jaki mieli wpływ na jego wdrożenie? Raczej niewielki — a ich sytuacja przecież wyraźnie się poprawiła.

Jest tego więcej. Nie mamy wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzimy. Zamożnej, przeciętnej, czy może biednej? Mamy niewielki wpływ na to, jakie wykształcenie otrzymamy. Groźny wypadek czy ciężka choroba (i związane z tym koszty) mogą się nam po prostu nieszczęśliwie przytrafić. Nie kontrolujemy całej masy czynników środowiska, w jakim się wychowujemy i żyjemy.

Dziś świat coraz uważniej przygląda się kwestii nierówności społecznych. Bogaci bogacą się coraz szybciej, podczas gdy biedni i przeciętni stoją w miejscu. Amerykański sen się skończył i próżno dziś szukać historii od pucybuta do milionera. Badania społeczne i statystyka wskazują, że jeżeli urodziłeś się pucybutem, to pozostaniesz pucybutem. Jeżeli urodziłeś się milionerem, to pozostaniesz milionerem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Billa Gatesa. Często przedstawiany jest jako wzór przedsiębiorcy, który własną ciężką pracą zbudował imperium Microsoftu. Parafrazując fragment książki Michała — jako osoba, która jest główną przyczyną swojego sukcesu.

Tymczasem pierwszy kontrakt z IBM, fundament przyszłej potęgi Microsoftu, pomogła Billowi załatwić jego mama, Mary Gates. Wówczas wpływowa businesswoman w Seattle.

I tak już jest. Czasami na nasze losy ma wpływ rodzina, środowisko, wychowanie. Innym razem przypadek lub szczęście. A jeszcze innym my sami. Dlatego coachingowe zawołania typu „wszystko zależy od Ciebie, wystarczy tylko bardzo chcieć!” niespecjalnie do mnie trafiają.

A teraz z powrotem do metafor lotniczych…

Autopilot wcale nie pomaga

W Finansowym Ninja znajdziemy cały obszerny fragment dotyczący korzyści płynących z automatyzacji finansów (s. 47-56). Michał opisuje (i pokazuje — na schludnie rozrysowanych schematach) jak z kont rozsianych po różnych bankach stworzyć system naczyń połączonych, który sam będzie wykonywał za Ciebie regularne przelewy.

  • Spełnienie promocyjnego wymogu minimalnego miesięcznego wpływu na konto? Pieniądze przeleją się automatycznie tam, gdzie trzeba.
  • Opłaty stałe — czynsz, internet, kablówka, czy inne abonamenty? Stwórz serię cyklicznych przelewów i włącz autopilota.
  • Zmienne opłaty za telefon czy energię? Z poleceniem zapłaty rachunki będą generować się same.

Tylko jeżeli rozmawiam z kimś, kto dopiero chce przejąć kontrolę nad swoimi wydatkami, to włączenie autopilota to pewnie jedna z ostatnich rzeczy, którą bym doradził. Michał twierdzi, że automatyzacja daje poczucie kontroli (s. 56). Ja twierdzę odwrotnie — im więcej rzeczy ma miejsce za Twoimi plecami, bez Twojej uwagi, tym mniejszą masz świadomość tego, co dzieje się z Twoimi pieniędzmi. Masz mniejszą kontrolę.

To właśnie ręczne wykonywanie płatności zwraca Ci kontrolę i daje większą świadomość.

  • Męczy Cię zlecanie tylu przelewów w miesiącu? Może masz za dużo subskrypcji i abonamentów? Może warto z czegoś zrezygnować, by uprościć cały system i jednocześnie zostawić więcej pieniędzy na koncie?
  • Rażą Cię kwoty, które co miesiąc wysyłasz do dostawcy kablówki i internetu, do sieci komórkowej? Może warto rozejrzeć się za lepszą ofertą lub przejść na tańszy pakiet?
  • Może to konto, gdzie już dawno skończyła się promocja, warto w końcu zamknąć?

Dopiero ręczne dokonywanie płatności pozwala Ci poczuć ciężar wydawanych pieniędzy. I Michał też to dostrzega — ale w innym aspekcie. Zaledwie stronę dalej autor chwali płacenie gotówką (w kontrze do płacenia kartą):

Kiedy płacisz gotówką, dokładnie widzisz i czujesz, ile pieniędzy wydajesz. (s. 57)

Pozwolę sobie to przełożyć na obszar regularnych przelewów: Kiedy ręcznie opłacasz wszystkie rachunki, dokładnie widzisz i czujesz, ile pieniędzy wydajesz.

Moje rozwiązanie? Od-automatyzowanie własnych finansów. Zamiast automatycznych przelewów ustaw sobie przypomnienia w kalendarzu, aplikacji to-do, lub w programie do zarządzania domowym budżetem. Raty, czynsze i rachunki płatne są zazwyczaj tego samego dnia każdego miesiąca (+/-2 dni). Odpowiednio ustaw sobie przypomnienia — w ten sposób nie zapomnisz o żadnej ważnej opłacie, a jednocześnie będziesz czuć ciężar wydawanych pieniędzy.

I być może ten ciężar zechcesz z siebie zrzucić — i ten manualny (i na swój sposób toporny) system zainspiruje Cię do uproszczenia swojej struktury wydatków, kont i abonamentów.

Wyłącz autopilota i przejmij stery.

Na koniec jeszcze coś, co mnie rozbawiło. Choć książka jest jak najbardziej offline’owa, to znany z portali internetowych i blogów zwyczaj podrzucania clickbaitowych tytułów wciąż jest w cenie ;)

Strona 65:

FullSizeRender

W chwili, gdy to piszę, jestem gdzieś mniej więcej w okolicy siedemdziesiątej strony. Z całego tego zakresu do dyskusji skłoniły mnie tylko trzy fragmenty — to chyba mówi samo za siebie. Książka jest dobra, a jej treść wartościowa.

Tylko jak do każdego poradnika, tak i do tego, o czym pisze Michał, warto podchodzić krytycznie. Zastanawiaj się, kwestionuj, dokonuj wszystkich obliczeń biorąc pod uwagę swoje własne indywidualne warunki.

Nie wszystko, co jest opisane w książce, sprawdzi się u Ciebie. I nie wszystko powinno! Twoją rolą, jako czytelnika, jest krytyczna ocena treści, która jest Ci przedstawiana.

Finansowego Ninja można zamówić tutaj. Pierwszy nakład już się wyczerpał, ale Michał planuje dodruk. I dla jasności — to nie jest link partnerski, nic nie zarabiam na promowaniu książki Michała :).

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu