Restart, drobne kontrowersje i nowy bank – podsumowanie maja 2012

Restart, drobne kontrowersje i nowy bank – podsumowanie maja 2012

Jak udał się restart bloga? Czemu wpisy gościnne potrzebują równie długich disclaimerów? Co było najważniejszym wydarzeniem finansowym maja? Zapraszam do tradycyjnego podsumowania.

Na początku każdego miesiąca opisuję ten poprzedni – co działo się w finansach i na blogu. Jest trochę technikaliów związanych z warsztatem i prowadzeniem bloga, a także jedna czy dwie informacje z rynku finansowego.

To zawsze jedne z dłuższych wpisów – po każdym miesiącu zbiera się wiele różnych spraw do opisania. A w maju działo się wyjątkowo dużo…

Dlaczego tak mało piszę o inwestycjach?

Wcześniej dużo miejsca na blogu poświęcałem własnym inwestycjom. Co więcej, publikowałem nawet dokładny stan swojego portfela inwestycyjnego, a do tego czasem dorzucałem jeszcze jakiś wykres (na którym krzywe zawsze rosły wolniej, niż bym tego chciał).

Od jakiegoś czasu już tego nie robię. Dlaczego?

Najważniejsza przyczyna jest taka, że inwestowanie (rozumiane jako giełda i fundusze) nie są centralnym punktem moich zarobków. Wstyd się przyznać, ale z miesiąca na miesiąc poświęcam im coraz mniej uwagi.

Wstyd robi się trochę mniejszy w momencie, w którym ten zaoszczędzony czas i uwagę poświęcam na rzeczy, które dają mi większe zyski. Po prostu.

I takie podejście polecam każdemu. Zamiast siedzieć i godzinami analizować wykresy szukając okazji życia dla inwestycji za 5000 zł, lepiej skupić się na tym, by te 5000 zł zarabiać co miesiąc (kwoty z sufitu, wstawcie sobie bardziej pasujące ;) ).

Pewnie kiedyś proporcja się odwróci i warto będzie znów poświęcać coraz więcej czasu inwestycjom. Wtedy też ten temat wróci na bloga (wolę nie pisać o czymś, z czym nie mam praktycznego doświadczenia). Ale to najwcześniej za kilka lat.

Skupiam się też na samym blogu, bo go bardzo lubię :).

Krajobraz po przenosinach

W tym miejscu opisuję techniczne aspekty blogowania. Jeżeli cię to nie interesuje, to przejdź od razu do wniosków po wpisach gościnnych, opisu polityki zarabiania na tym blogu lub najważniejszej informacji finansowej maja.

Na początek powiem, że jest nieźle. Dużo lepiej, niż się spodziewałem. Startowałem z poziomu ok. 3000 unikalnych odwiedzin w typowym miesiącu. Nie jest to jakoś specjalnie dużo – powiedzmy, że klasa średnia (lub jej dolne granice) w polskich blogach finansowych.

Stare Metafinanse

(klik powiększa)

Byłem przygotowany na znaczny spadek. W okolice tysiąca, może nawet mniej. Okazało się, że upadek nie był aż tak bolesny (dużą zasługę mają tu wpisy gościnne, o których poniżej).

Nowe Metafinanse

(klik powiększa)

2735. Te brakujące trzysta odwiedzin pewnie byłyby do odrobienia na początku miesiąca (nowe Metafinanse wystartowały 7 maja).

Jedna rzecz, która leży kompletnie, to wyszukiwanie. Na blogspocie odpowiadały za ponad połowę odwiedzin. A teraz?

5%!

Skandalicznie mało. I pewnie zacznę odczuwać konsekwencje takiej struktury odwiedzin, gdy już wyczerpie się premia wynikająca z „nowości” i wpisów gościnnych.

Jako osobę nastawioną na wyniki trochę mnie to martwi.

Jako bloger jestem nawet zadowolony. Chciałbym na Metafinansach tworzyć społeczność życzliwych (o tym, dlaczego akurat to podreślam – już za moment) i zainteresowanych tematem osób. A temu celowi sprzyja naturalny przepływ czytelników między blogami, polecanie bloga znajomym, a także newsletter. Wyszukiwanie? – raczej nie.

(Dla zainteresowanych dodatkowymi statystykami: newsletter w miesiąc rozwinął się od 0 do ponad 200 czytelników, RSS z 300 do 350.)

No i właśnie. Chciałem, by na kilku blogach Metafinanse widniały nie tylko jako anonimowy link w pasku bocznym, tylko coś więcej. Tak w ramach osobistego podejścia do finansów, które widnieje w tytule bloga. Stąd pomysł wpisów gościnnych.

Metafinanse tu i tam

Przy okazji odnowienia bloga porwałem się też na mały eksperyment. Trzy wpisy gościnne na zaprzyjaźnionych blogach.

Eksperyment podwójny – bo i sam pomysł gościnnych wpisów to dla mnie nowość, jak i powiązany z tym newsletter. Jak wyszło?

Otwartość blogerów jest fantastyczna. Bardzo się cieszę, że ze swoim blogiem jestem częścią takiej pomocnej i otwartej na współpracę społeczności. Wielkie dzięki.

W ostatnich dniach gościłem na trzech blogach:

3 największe kamienie milowe na drodze do wolności – wpis na blogu Droga do Wolności: piszę w nim o tym, że „wolność finansowa” to nie tylko stan konta. To także stan umysłu (który zresztą można osiągnąć bez milionów na rachunku).

5 poziomów oszczędzania – tekst na blogu 10 procent rocznie: opisuję w nim (na własnym przykładzie) jak z czasem ewoluuje koncept oszczędzania i jak zmieniają się poszczególne cele.

5 wartości, o których łatwo zapomnieć w pogoni za najwyższą stopą zwrotu – tekst na blogu APP Funds: a w nim trochę bardziej „miękkie” podejście do finansów. Czyli nie rachunki, lokaty i gdzie zarobisz najwięcej – tylko jakie wartości i cechy charakteru są ważne przy świadomym zarządzaniu finansami domowymi.

Te wpisy wygenerowały naturalnie największą liczbę odwiedzin w ostatnich dniach.

Autorom tych blogów jeszcze raz bardzo dziękuję za gościnność i wsparcie!

A odbiór samych tekstów? Mam trochę mieszane uczucia.

Skok w odwiedzinach jest fajny, ale niektóre komentarze pod opublikowanymi wpisami prowadzą mnie do wniosku, że wpis gościnny (i budowanie newslettera przy tej okazji) to jakaś wielka nowość, przynajmniej dla niektórych czytelników blogów finansowych.

I, jak do każdej nowości, podchodzą do tego bardzo nieufnie.

Ta nieufność przejawia się w komentarzach typu „ciekawe ile ten pan zapłacił za ten wpis sponsorowany” lub w narzekaniach, że jak to, że trzeba mail podać, by dostać poradnik?…

Bardzo dziwi mnie taka postawa.

Tym niemniej, mam nadzieję, że to odosobnione głosy narzekaczy, a wszyscy pozostali fajni ludzie już tu są. Przy okazji – jeżeli jesteś nowym czytelnikiem Metafinansów, to zapraszam do przedstawienia się w komentarzach :).

Zarobki? Ale przecież nie ma reklam!

Zarobki na blogu

Na linki partnerskie też ktoś marudził… No tak. Nie ma reklam, ale są linki z programu partnerskiego Bankier.pl. I, biorąc pod uwagę, jakie kontrowersje wzbudza prośba o podanie maila, podejrzewam, że i tutaj jest spore pole do narzekań.

Zwłaszcza, że zamierzam – od czasu do czasu – wpleść jakiś link partnerski do treści wpisu. Oczywiście tylko tam, gdzie jest to merytorycznie uzasadnione, nie razi i pasuje do kontekstu.

Ale przed takimi linkami nie zamierzam ostrzegać. Wiem, że niektórzy przy takich linkach wstawiają komentarz i informację, że to link partnerski. Nie u mnie. Z dwóch powodów.

Rezygnacja z reklam i przejście na program partnerski to świadoma decyzja. Chcę mieć kontrolę nad tym, co wam polecam. I teraz taką kontrolę mam: linkuję tylko do ofert, co do których jestem absolutnie przekonany, że są korzystne dla was.

Dlatego nie znajdziecie tu rzeczy, z których miałbym pewnie najwyższą prowizję, ale o których wiem niewiele (kredyty hipoteczne), albo które są szkodliwe i wprost sprzeczne z misją mojego bloga (kredyty konsumenckie, samochodowe itp.). Zamiast tego są rzeczy, na których się znam, z których korzystam sam (lub korzystają moi znajomi) i co do których mam pewność, że są po prostu dobre.

Po drugie, jeżeli jesteś osobą, która potrzebuje wielkiego ostrzeżenia „TU NIE KLIKAJ, BO JESZCZE KTOŚ NA TYM ZAROBI”, to przykro mi, ale nie jesteś typem czytelnika, na którym mi zależy i z którym chciałbym budować społeczność Metafinansów.

Uważam, że to przejrzyste i uczciwe podejście. Polecam tylko rzeczy, co do których jestem przekonany – i robię to z taką pewnością, że nie wklejam wielkiego disclaimera przy każdym linku. I bez żadnego naganiania i naciągania.

No dobra, ale czy ten blog w ogóle musi na czymś zarabiać? Nie można tak z dobrego serca?

Metafinanse to dla mnie przede wszystkim hobby, nie źródło zarobku. Ale z prowadzenia bloga chcę zrobić takie hobby, do którego nie będę musiał dokładać. W momencie, w którym zwróci mi się koszt szablonu, hostingu i domeny, to będę szczęśliwy. A wszystko, co ponad to, będę traktował jako bonus za poświęcony czas.

W każdym razie, od zysków z bloga moje życie nie zależy, więc możecie mieć pewność, że nie będę wam wciskał jakichś dziwnych rzeczy, byle tylko dostać prowizję i mieć na rachunki.

A stali czytelnicy i tak na pewno wiedzą, że wszystko, co ten blog dotychczas zarobił, zainwestowałem w jego rozwój. W jakiś sposób te pieniądze do was wracają ;).

A konkrety? W maju Metafinanse zarobiły tyle, co na AdSense w pół roku – czyli trochę ponad 300 zł.

Maj w finansach osobistych

Najważniejszą informacją maja jest dla mnie zapowiedź startu Alior Sync.

To nowy „spin-off” Alior Banku, z którym wiążę duże nadzieje. Z kilku powodów.

Lubię Alior Bank. Mam tam swoje główne konto i większość produktów finansowych, z których korzystam na co dzień. Wprawdzie płacę co miesiąc za kartę debetową i jakieś drobne za nieliczne przelewy z konta firmowego, ale (dla mnie) są to pieniądze dobrze wydane.

Z pierwszych zapowiedzi Alior Sync wnioskuję, że autorzy tego projektu dobrze rozłożyli akcenty między nowoczesnością (i różnymi nowinkami technicznymi), a korzystną ofertą. W odróżnieniu od nowego mBanku, gdzie obawiam się, że pęd do nowoczesności przysłoni to, co w bankowości najważniejsze.

Jestem bardzo ciekaw, co Alior Sync zaproponuje oszczędzającym.

No i w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i stworzył przydatny planer finansowy w ramach konta bankowego. Próbowało ING, próbowało Millenium, ale pomysł wszędzie rozbijał się o to samo – dane finansowe dotyczyły tylko jednego konta, w tym jednym konkretnym banku. A co jeżeli jestem aktywnym klientem i moje finanse osobiste rozsiane są po kilku bankach?

No to Alior Sync proponuje agregator finansowy wielu kont, także w innych bankach. Z jednego miejsca można będzie kontrolować wszystkie swoje finanse. To krok w dobrym kierunku. I bardzo mi się to podoba.

A jak wam minął maj? Jakie wiadomości finansowe zwróciły waszą uwagę?

Czytam ten wpis już któryś raz przed publikacją i mam wrażenie, że dużo miejsca poświęcam na usprawiedliwianie się. Ale takie jasne przedstawienie zasad, którymi się tu kieruję, jest chyba potrzebne.

Opublikowano [post_date]. Fot. rickz, blmiers2.

W tym miesiącu partnerem bloga jest Program Powiernik, w którym możesz regularnie kupować złoto po korzystnych cenach i tym samym chronić swój kapitał.

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu