Sześć lat

szesc-lat

Niedawno zdałem sobie sprawę z tego, że minęło już ponad 6 lat od kiedy tutaj piszę. To chyba dobry moment na to, by podziękować Wam za to, że czytacie moje artykuły.

Sama rocznica miała miejsce w październiku – ale oczywiście przegapiłem. Jakoś nie przyszło mi do głowy, by zapisać tę datę w kalendarzu. A chyba powinienem. Bo to dla mnie w sumie całkiem ważna data.

Zabawne, gdy pomyśleć jak wiele się przez ten czas zmieniło. Gdy publikowałem tu pierwszy wpis, jeszcze nawet nie pod własną domeną, to byłem w zupełnie innej sytuacji życiowej niż teraz. Byłem ledwo po studiach. Dopiero co otrząsnąłem się z przygniatających mnie długów. Miałem zupełnie inne plany na życie. Byłem o krok od zakupu mieszkania na kredyt. Miałem inną pracę. Mieszkałem w innym mieście. Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo.

Jedne rzeczy się zmieniają, inne nie. Metafinanse zawsze traktowałem jako hobby. Coś, co robię po godzinach, po pracy. Wieczorami – albo wczesnymi porankami. Pod domeną Metafinanse.pl jest teraz 121 wpisów. A pod nimi dyskusje na ponad 1200 komentarzy. Przez blog zdążyły przewinąć się już setki tysięcy Czytelników.

To dla mnie niewyobrażalne liczby. Za każdym razem, gdy na nie patrzę. Mikroskopijne w porównaniu z liderami, ale dla mnie ogromne. Bo mnie zawsze niezmiernie onieśmielało występowanie przed szerszą publicznością. A tu proszę – przynajmniej kilkanaście tysięcy osób czyta to co piszę każdego miesiąca.

Mam nadzieję, że artykuły, które tu znajdujecie, przydają się Wam i pomagają w zarządzaniu własnymi finansami. Tak jak mi się przydawały teksty z APP Funds, czy innych – dziś już nieistniejących – blogów finansowych. Wtedy, gdy potrzebowałem ich najbardziej. Gdy walczyłem z długami, gdy szukałem sposobów na wyciągnięcie oszczędności ze skromnej pensji w pierwszej pracy, gdy desperacko potrzebowałem poczucia bezpieczeństwa finansowego.

Metafinanse traktuję trochę jak spłacanie długu, który zaciągnąłem u autorów innych blogów finansowych. U autorów, których porady pomogły mi kiedyś wyjść na prostą. Znalazłem pomoc, dostałem przydatne rady, nauczyłem się lepiej zarządzać własnym budżetem. Za pośrednictwem swojego bloga chcę przekazywać te wiedzę dalej. Z nadzieją, że to komuś pomoże tak jak kiedyś inne blogi pomogły mnie.

Nigdy – albo prawie nigdy – nie rozważałem stworzenia z bloga wehikułu do zarabiania pieniędzy i przekształcenia go w moje główne zajęcie. Taką myśl miałem tylko przez chwilę, na początku tego roku – gdy rozważałem to jako plan B na wypadek, gdyby nie udało mi się znaleźć nowej pracy.

Nie oznacza to, że pieniądze się wokół bloga nie pojawiają. Pojawiają się – za każdym razem jest to jakiś miły bonus, ale zdecydowanie nie główny cel istnienia tej strony. Odrzucone propozycje współpracy idą w dziesiątki, jeśli nie w setki. Reklamowanie kredytów, wciskanie chwilówek, rzeczy sprzecznych lub całkowicie niezwiązanych z profilem bloga. Takie okazje do „zarabiania na blogu” pojawiają się każdego tygodnia co najmniej kilkakrotnie.

Partnerów do wspólnych akcji dobieram jednak bardzo starannie. Tak, aby szła za tym jakaś wartość, by z takiej „akcji partnerskiej” Czytelnicy mogli wyciągnąć także coś dla siebie. Współpracuję więc tylko z firmami, które są gotowe pójść dalej niż zlecić wyświetlanie banneru czy przedruk informacji prasowej. Z firmami, które faktycznie są chętne uczestniczyć w misji edukacyjnej Metafinansów.

Mam nadzieję, że te starania widać i gdy pojawia się tu jakaś akcja partnerska, to jest ona wartościowa. A w najgorszym przypadku – nie przeszkadza i nie razi.

Kompletnie zrezygnowałem za to z promowania kont i lokat w programach afiliacyjnych. Dochodzę do wniosku, że lepiej będzie, jeżeli z mojego bloga wyjdziecie z pomysłami na lepsze zarządzanie własnym budżetem, a nie z kolejnym, niekoniecznie potrzebnym kontem. Lub związani warunkami kolejnej promocji.

Czy to dobry kierunek? Nie wiem – zobaczymy.

A co dalej z Metafinansami? Tak ogólnie? Na tym etapie nie ośmielam się snuć żadnych planów. Za każdym razem, gdy na takie planowanie sobie pozwalałem, nagle działo się coś, co wywracało wszystko do góry nogami. I nadawało blogowi bardzo odległy priorytet.

W tym roku też miałem taki plan. Już miałem koncepcję dalszego publikowania miesięcznych raportów finansowych. Miałem artykuły napisane na kilka tygodni do przodu. Miałem listę tematów do ogarnięcia. Wszystko było gotowe i na swoim miejscu. Miało być fantastycznie, miało być regularnie – i WTEM! musiałem szukać nowej pracy. I miałem kolejne kilka miesięcy przerwy na blogu.

Zatem tym razem –bez planów. Co ma być, to będzie. Krótsze wpisy, ale częściej? A może dłuższe, dokładniej zgłębiające dany temat, ale rzadziej? A może kolejna przerwa? (Oby nie!) W każdym razie – cokolwiek by się nie działo – mam nadzieję, że nadal będziecie tu zaglądać.

Dzięki!

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu