Komputer osobisty

iPad Pro 10.5”. Kupiłem go w dniu premiery. To mój pierwszy iPad; i drugi tablet — po Nexusie 7 pierwszej generacji, sprzed wielu (jak mi się dziś wydaje) lat.

Tak jak wówczas Nexus 7 był ciekawostką, akcesorium, dodatkiem — tak teraz iPad stał się moim głównym komputerem osobistym. Domowy laptop uruchamiam teraz raz na tydzień lub rzadziej. Tandem iPhone i iPad zaspokajają 90% moich potrzeb w kategorii computing. Ten wpis powstaje w 100% na iPadzie.

Ale nazwanie tego układu #iPadOnly byłoby grubą przesadą. W pracy korzystam z windowsowego peceta i w mojej branży (badania rynkowe/statystyka) nie wyobrażam sobie innej sytuacji.

I na tym też polega główny problem z recenzjami kolejnych edycji iPadów. Autorzy prześcigają się w przekonywaniu czytelników, że tym razem tablet może już w pełni zastąpić laptopa. Także w pracy. Nie dajcie się zwieść takim twierdzeniom.

Bo problem w tym, że większość z tych autorów zna tylko jedną pracę — pisanie. No i do pisania (i publikowania w internecie) iPad akurat się nadaje bardzo dobrze.

Ale do obsługi programów statystycznych, księgowych, programowania i wielu innych profesjonalnych zastosowań — niekoniecznie.

Za to poza pracą iPad sprawuje się świetnie.

Prywatnie potrzebuję mieć jednocześnie otwarty tylko jeden arkusz Excela. W pracy — trzy to minimum. Do tego maile, notatki w OneNote czy Evernote, kilka okien przeglądarki — wszystko to rozmieszczone na dwóch dużych monitorach. Szybkie przełączanie się między programami to klucz do mojej produktywności między 9 a 6.

Jednak wieczorem, „jednozadaniowość” iPada daje mi przyjemną ulgę. Część zadań zajmuje mi pewnie więcej czasu (i/lub kliknięć) niż wymagałoby to na pececie, ale na iPadzie jakoś sprawiają one więcej frajdy.

Specyfikację techniczną każdy zainteresowany na pewno już zna (wszak piszę to ponad pół roku od premiery), więc skupię się na doświadczeniu z użytkowania.

Jest szybki. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, by coś działało lub ładowało się zbyt wolno. Nawet przy trzech aplikacjach włączonych jednocześnie na ekranie.

A sam ekran? – bajka. Wielkość (10.5”) jest wystarczająca — czasem nawet wydaje się za duży (wyobrażam sobie, że wygodniej czytałoby mi się ebooki na ekranie iPada mini.)

Po 7 miesiącach nie zapełniłem nawet jednej czwartej z 256 gigabajtów pamięci. Z zastrzeżeniem, że dbam o to, by kasować nieużywane programy/gry/filmy, mam włączone iCloud Photo Library, a video w zasadzie nie nagrywam.

Czas pracy na baterii przyjemnie mnie zaskakuje. 11–12 godzin pracy. Czuwanie liczę w dniach.

Apple Pencil jest super do odręcznych notatek, zakreślania tekstu i interakcji z interfejsem. Używam go jako wskaźnika znacznie chętniej niż własnych palców. Problem pojawia się jedynie przy aplikacjach, które nie potrafią odgadnąć kiedy chcę _rysować_ a kiedy wskazywać. Office ma z tym szczególne trudności.

I tak jak sprzęt nie nawala właściwie nigdy, tak system operacyjny czasem daje się we znaki. iOS 11 jest zabugowany: czasem wyświetli klawiaturę w dziwnym miejscu, innym razem nie pokaże docka, lub zgubi ikonę na pulpicie i zostawi puste miejsce zamiast spodziewanej w tym miejscu aplikacji.

Zdarza się to rzadko, ale frustruje na tyle, że już raczej nie dam się przekonać do niezawodności i dbałości o najmniejszy szczegół, z których słynęło niegdyś Apple.

Największą siłą iOS są aplikacje. I to one trzymają mnie mocno w ekosystemie Apple. Ale o tym innym razem.

Windows do pracy. iPad do całej reszty

Do domowych/prywatnych zastosowań mogę go szczerze polecić. Do „poważnej” pracy nadal przyda się jednak „poważny” komputer.

Microsoft Foldable Keyboard

Ważne zastrzeżenie. Dopiero z klawiaturą iPad naprawdę rozwija skrzydła. I na szukaniu tej właściwej spędziłem sporo (i chyba aż za dużo) czasu.

I tak trafiłem na największe zaskoczenie w moim set-upie. Mobilna, składana klawiatura Microsoftu stała się moją główną klawiaturą dla iPada — czy to w domu, czy to w biegu.

Żadne tam Smart Keyboard, Magic Keyboard, case’y Logitech, etc.

MS Foldable Keyboard ma niestandardowy układ i wcięcie w środku (w miejscu, w którym się składa), przez co większość ludzi pewnie ją od razu skreśla ze swojej krótkiej listy.

Niesłusznie!

Po przyzwyczajeniu się do nietypowego ułożenia klawiszy, wygoda jest nie do przecenienia. Urządzenie jest lekkie, zajmuje mało miejsca w torbie (mimo bycia pełnowymiarową klawiaturą!) Zaletą dla mnie jest też to, że klawiatura nie jest fizycznie połączona z iPadem. Mogę mieć więc i ekran i klawiaturę w wygodnej dla mnie odległości (i najczęściej nie jest to układ „klawisze tuż pod ekranem”.)

A to jeszcze nie wszystko. Klawiaturę można jednym przyciskiem przełączać między dwoma urządzeniami. Mogę w ten sposób przeskakiwać z iPada na iPhone’a i z powrotem, jeżeli akurat pracuję na dwóch iOS-owych ekranach.

I nie tylko na iOS-owych. MSFK działa też urządzeniami Windows (duh!) i Android.

Jak przy większości klawiatur Bluetooth, czas pracy na baterii jest więcej niż wystarczający. Dość powiedzieć, że liczę go w miesiącach, a nie w dniach czy tygodniach.

Oczywiście, piszę na niej nadal nieco wolniej niż na standardowej klawiaturze. Przełączanie się między nią, a „pełnoprawną” klawiaturą, z której korzystam na co dzień w pracy, sprawia, że pamięć mięśniowa trochę się gubi.

Brakuje też podświetlenia klawiszy. Sam jednak rzadko piszę po ciemku, więc to dla mnie nie jest duży problem.

iPad, klawiatura, Apple Pencil i ulubione aplikacje. Razem składa się to na najlepszy komputer osobisty jaki dotychczas miałem.

Podobał Ci się ten artykuł? Bądź na bieżąco z nowościami na blogu